niedziela, 30 grudnia 2007

Punkowe dziewczęta;)

Punk rock (i jego odgałęzienia), podobnie zresztą jak inne gatunki muzyczne, jest raczej domeną mężczyzn. O ile od czasu do czasu pojawi się formacja z kobiecym wokalem, o tyle instrumentalistki są już wielką rzadkością. Nie będę się tutaj rozwodził nad przyczynami takiego stanu rzeczy (głównie dlatego, że ich nie znam), za to postaram się przedstawić kilka dziewcząt, które sporo namieszały w punkowym światku...
Zacząć należałoby od niekwestionowanej królowej nurtu post-punk, czyli Siouxsie Sioux. Po raz pierwszy zasłynęła jako członkini Bromley Contingent skupiającego zagorzałych fanów The Sex Pistols, w szeregach którego znalazł się również Steve Severin i Billy Idol. W grudniu 1976 roku Bromley Contingent pojawił się wraz z Pistolsami w programie telewizyjnym Billa Grundy'ego, podczas którego z ust gitarzysty Steve'a Jonesa, bodaj po raz pierwszy w dziejach brytyjskiej tv, padło słowo "shit". W tym samym roku, Siouxsie wraz ze Stevem Severinem powołała do życia formację Siouxsie and The Banshees, która okazała się jednym z najwybitniejszych przedstawicieli postpunkowo - falowego grania. W 1979 roku zespół zasilił perkusista Budgie grający wcześniej w The Slits, gdzie był jedynym mężczyzną w składzie. Można zatem powiedzieć, że The Slits był pierwszym dziewczęcym zespołym punkowym w historii.

Mniej więcej w tym samym czasie swe najlepsze dni przeżywali The Adverts, których znakiem rozpoznawczym była basistka Gaye Advert, a także X-ray spex z pełną charyzmy nastoletnią Polly Styrene i saksofonistką Lorą Logic.

Wspomnieć należałoby też u urodziwej Debbie Harry z Blondie - ikony amerykańskiej new wave.

W 1980 roku, po samobójczej śmierci Iana Curtisa, pozostali muzycy Joy Division zakładają New Order. Po kilku miesiącach dołączy do nich grająca na klawiszach i gitarze Gilian Gilbert.
W pewnym momencie w amerykańskim Black Flag pojawiła się basistka Kira Roessler.
Gdy w 1986 roku Andrew Eldritch po raz kolejny reformował skład Sisters of Mercy, zaprosił on do współpracy basistkę Patricię Morrison, która odcisnęła spore piętno na albumie "Floodland" z 1987 roku. Mówi się, że Patricia przekonała do siebie Eldritcha... swą fryzurą. Dziś Patricia jest żoną Dave'a Vaniana z legendarnych The Damned i sama szarpie za cztery struny w tejże grupie.
Współcześnie, dużo kobiet udziela się w formacjach crust punkowych, głoszących hasła równouprawnienia płci, walką z dyskryminacją kobiet, etc. Przykładem może być kanadyjski Ballast, w składzie którego znalazły wokalistka i basistka, którcy tożsamości nie pamiętam ;))



Siouxsie


Patricia (na pierwszym planie Andrew Eldritch)



Polly w akcji


Gaye Advert

niedziela, 16 grudnia 2007

God save the Vinyl

W drugiej klasie liceum moja działalność zbieracko - kolekcjonerska osiągnęła etap wymagający zaopatrzenia się w cud techniki jakim jest adapter. Uznałem bowiem, że wypadałoby zdobyć kilka wydawnictw, które kilkanaście lat wcześniej ukazały się na płycie winylowej i do dziś nie doczekały się kompaktowej reedycji. Żeby było zabawniej, w pierwszej kolejności wybrałem się do warszawskiego sklepu Hey Joe, który specjalizuje się w tego typu nośnikach i nabyłem kilka albumów. Nie pamiętam już dokładnie jakie to były tytuły, ale zdaje się, że była wśród nich składanka Gdańskiej Sceny Alternatywnej pt. "Gdynia" i debiutancki longlay Dead Kennedys. Potem dopiero zacząłem rozglądać się za odpowiednim odtwarzaczem. I tu pojawiły się pierwsze problemy. Kolega sprezentował mi wysłużony patefon marki "Artur", który miał popsuty potencjometr, przez co płyta nie osiągała wymaganej liczby 33 i 1/3 bądź 45 obrotów. Do tego dochodziły kłopoty ze wzmacniaczem (odbierała tylko jedna kolumna). Ale Igor się nie poddawał i jego kolekcja rosła z dnia na dzień (spora w tym zasługa Allegro). Pewnego pięknego dnia zawarłem transakcję z tym samym kumplem. Oddałem mu swoją drukarkę, w zamian za co otrzymałem zawodowy niemiecki adapter Uher wraz ze wzmacniaczem i kolumnami. To pozwoliło mi skoncentrować się na samych płytach.
W opinii większości płyta winylowa jest reliktem minionej epoki i nie warto zawracać sobie nią głowy. Tymczasem winyl kilka lat temu powrócił do łask, zwłaszcza w środowiskach niezależnych. Kwitną małe wytwórnie, natomiast niektóre formacje wydają swe nagrania tylko w takim formacie (na przykład łódzka Homomilitia). Nie muszę chyba dodawać, że płyta winylowa ma duszę i niepowtarzalny klimat, zaś jej brzmienie często jest nieporównywalnie lepsze niż masowo sprzedawanych kompaktów. Również charakterystyczne trzaski mają swój urok. Duże przejrzyste okładki często są klasą samą w sobie. Do wielu tytułów dodawane są plakaty. Sam winyl przybiera dziś różnorodne barwy. Czarne niegdyś krążki bywają dziś białe, przezroczyste,czerwone i pomarańczowe (takie mam w swoich zbiorach). Słyszałem też o żołtych i niebieskich, że nie wspomnę o kolekcjonerskich picture discach.
Moje zasoby liczą dziś około 70 albumów długogrających i 20 singli. Nie jest to może imponująca liczba, ale ciągle się powiększa. Zresztą są wśród nich cenne "perełki" takie jak "Kolaboracja" Dezertera wydana przez KP Razem w limitowanym nakładzie z ocenzurowaną okładką i "pikami" w miejscu antysystemowych haseł, czy kompilacja "Victim of safety pin" wydana w Kanadzie przez wspomnianego wcześniej kolegę Jasona w nakładzie 1049 egzemplarzy. Dysponuję też sporą reprezentacją zespołów fińskich, ale o tym już pisałem, więc może na tym zakończę swój wywód.

niedziela, 9 grudnia 2007

Jugo punk


Wydawałoby się, że z polskiej perspektywy zjawisko jugosłowiańskiej sceny nowofalowo - punkowej jest czymś wielce egzotycznym. Tymczasem na początku lat 80. bałkańskie zespoły cieszyły się nad Wisłą sporą estymą. W znacznym stopniu przyczynił się do tego początkujący wówczas dziennikarz muzyczny Grzesiek Brzozowicz, który wraz z rodzicami przebywał na placówce w Jugosławii. Po powrocie do ojczyzny popularyzował on wśród rodzimych punkowców formacje takie jak Vis Idoli, czy Elektrićni Orgazam. Drugi z tych zespołów wystąpił nawet w Warszawie w '81 roku. Dziennikarz "Polityki" Daniel Passent uznał plakaty reklamujące występ za przejaw fermentu i kontestacji ustroju socjalistycznego...
Po raz drugi scena ta została "odkryta" za sprawą projektu Yugoton (Yugoton to nazwa kultowej jugolskiej wytwórni płytowej). Kto z Was nie kojarzy dziś takich hitów jak "Malcziki"?(w oryginale wykonywane przez Idoli).
Na albumie tym jednak nie znalazł się ani jeden utwór moich faworytów - Pekinskiej Patki. Pochodząca z Novego Sadu grupa uchodzi za najwybitniejszego przedstawiciela jugosłowiańskiego punk rocka i do dziś cieszy się wielkim szacunkiem, nie tylko na Półwyspie Bałkańskim.
Zetknąłem się z nią dzięki Jasonowi, pochodzącemu z Kanady koledze mieszkającemu
na wrocławskim Wagenburgu (nazwa skłotu przyp. red.), który przegrał mi ich drugi i ostatni album zatytułowany "Strah od monotonije". Jakiś czas później udało mi się dorwać na Allegro winylową reedycję debiutanckiej "Plitkiej poeziji".
"Plitka poezija" ukazała się w 1980 roku nakładem Yugotonu. Zawierała materiał ewidentnie punkowy. Krótkie, szybkie, dynamiczne i melodyjne zarazem utwory były kwintesencją pierwszej fali punk rocka. Najmocniejsze punkty albumu to "Ori ori" i "Bolje da nosim kratku kosu", co znaczy mniej więcej tyle, że "lepiej nosić krótkie włosy" (http://www.youtube.com/watch?v=91nfRdFZLeY ).
Wielu ortodoksyjnych słuchaczy ceni Pekinską Patkę jedynie za debiutancki LP. Tymczasem, po zmianach personalnych (z oryginalnego składu ostał się wokalista Nebojsa Contić i perkusista Laci Pihler), zespół zmienił estetykę i zbliżył się w stronę mrocznego, inspirowanego The Cure czy Joy Division, post punka tudzież nowej fali. Efektem tych fascynacji był wybitny według mnie album "Strah od monotonije" z takimi perełkami jak "Apatija" czy "Sive eminencije". Niestety, wkrótce potem zespół zakończył działalność, a charyzmatyczny Contic wyemigrował do Kanady, gdzie, o ile dobrze się orientuję, zajął się pracą naukową (tytuł profesora).

niedziela, 2 grudnia 2007

Cover Art

Dzisiejszy odcinek będzie miał charakter wizualny. Przedstawię w nim najciekawsze i najbardziej intrygujące w mojej opinii okładki płytowe. Niemal z każdą z nich wiąże się jakaś historia, ale to temat na dłuższą wypowiedź, więc powstrzymam się od komentarzy. Zmierzam jedynie do tego, że tak banalna, wydawałoby się, rzecz jaką jest okładka, również może być sztuką doskonale współgrającą z zawartością muzyczną. Dobrze przygotowana oprawa graficzna staje się symbolem albumu...


Świat:
1.Dead Kennedys - "Frankenchrist" (Alternative Tentacles 1985)



2. Bauhaus - "In the flat field" (4 AD 1980) i "The sky's gone out" (Beggars Banquet 1982)



3. Joy Division - "Unknown Pleasures" (Factory 1979)





4. The Clash - "London Calling" (Epic 1979)




5. Crass - "The feeding of 5000" (Crass 1978)






Kraj:

1. Armia - "Armia" (Pronit 1988)




2. Brygada Kryzys - "Brygada Kryzys" (Fresh Records 1981)



3. Dezerter - "Kolaboracja I" (KP Razem 1987)



4. Bruno Wątpliwy - "Szał" (Furia musica)
5. Siekiera - "Nowa Aleksandria" (Tonpress 1986)














sobota, 24 listopada 2007

Killed by finnish hardcore

Jakke (Kaaos)

Pamiętam jak dziś, gdy w trzeciej klasie ogólniaka czytając "Garaż" (tytuł niezależnego pisemka), napatoczyłem się na tekst poświęcony fińskiej scenie punkowej lat 80.,która wywarła ogromny wpływ na rozwój nowego gatunku jakim był w owym czasie hardcore. Nie da się ukryć, że informacje o wściekłej i szybkiej muzyce i tekstach traktujących przeważnie o wojnach i zagładzie zrobiły na mnie spore wrażenie. Wyobraźnię pobudzały też zamieszczone zdjęcia groźnie wyglądających muzyków. Postanowiłem więc zapoznać się z ich twórczością. I tak będąc na czadgiełdzie, która swego czasu odbywała się na Świebodzkim, zaopatrzyłem się w pięknie wydany na pomarańczowym winylu album grupy Kohu-63 zatytułowany "Sotaa 81-82" (Sotaa=wojna). Był to zbiór ich wczesnych nagrań pochodzących z pierwszych singli, minialbumu i debiutanckiego longlplaya. Ostre, śpiewane w ojczystymi języku (Finowie nie mieli w zwyczaju używać angielskiego,co dziś świadczy o oryginalności ich muzyki) utwory bardzo mi się spodobały, toteż zacząłem poszukiwać kolejnych wykonawców. W ciągu kilku lat dorobiłem się całkiem sporej kolekcji płyt winylowych (gdyż tylko takie są dostępne na rynku) z fińskimi kapelami,spośród których do moich ulubionych należą Riistetyt, Tampere SS (prowokacyjna nazwa nie ma nic wspólnego z nazizmem) i przede wszystkim legendarny Kaaos z charyzmatycznym Jakke na czele (http://www.youtube.com/watch?v=uCtSnM2ZAT0). Jakość podła, ale warto zobaczyć.

niedziela, 11 listopada 2007

Breslauer punk

Dzisiaj przyszedł czas na kolejny ranking, tym razem prezentujący najważniejsze formacje, jakie działały na terenie Wrocławia na przestrzeni ostatnich 30 lat. Kolejność chronologiczna.

1.Zwłoki - jedna z pierwszych grup punkowych w mieście. Powstała pod koniec lat 70. i mimo iż zagrała tylko kilka koncertów, zdążyła obrosnąć w legendę. Przez jej szeregi przewinęli się między innymi Skuter i znany później z Sedesu Kucharz. Niektóre utwory Zwłok, takie jak choćby "Mesjasz" wykonuje dziś Prawda.

2.Poerox - kolejny prekursor gatunku na Dolnym Śląsku, na czele którego stał niejaki Ace, dziś nauczyciel w jednym z wrocławskich ogólniaków. Poerox jako jedyna dolnośląska formacja wystąpił na Ogólnopolskim Festiwalu Nowej Fali w Kołobrzegu'80. Później niestety słuch o nim zaginął.

3.Klaus Mitffoch - zespół legenda. Kierowany przez Lecha Janerkę funkcjonował w latach 80-84 i do dziś uchodzi za najlepszy band w dziejach polskiej muzyki. Dorobił się kilku singli i jednego lonplaya, który w plebiscytach na najwybitniejszy polski na najwybitniejszy polski allbum zajmuje czołowe pozycje.Doczekał się nawet edycji baskijskiej.Janerka jest aktywny na scenie do dziś.

4. Sedes - oryginalny Sedes grał w latach 81-84 i jego trzon stanowił Kucharz (git), Kajtek(bębny) i Młody (wokal). Chłopcy zaliczyli Jarocin'82 i 84,gdzie zasłynęli hitem "Wszyscy pokutujemy". W 1992 Młody zebrał nową ekipę i reaktywował Sedes, który od tego czasu stał się symbolem degeneracji i prymitywizmu...

5.Miki Mausoleum - jedyny przedstawiciel reggae.Jego liderem był artysta i poeta Krzysztof Kaman Kłosowicz, który pisał niezwykle surrealistyczne texty obnażające socjalistyczną rzeczywistość ("Zomo na legnickiej", "Czarna wołga balistyczna"). Zgodnie z podaniami Miki grywało koncerty na pace samochodu marki Żuk.Przed dwoma laty kapela wznowiła działalność.

piątek, 26 października 2007

Who's been sleeping in my grave? (brain?)

Jako, że wielkimi krokami zbliża się święto zmarłych, pomyślałem sobie, że skontruuję subiektywny ranking utworów o tematyce okołocmentarnej. Oto moje propozycje:

1.Bauhaus "Bela Lugosi's dead" - kawałek z 1979 roku, który zapoczątkował nurt postpunkowo - falowego rocka gotyckiego. Aczkolwiek przyznać trzeba, że muzycy zespołu odżegnywali się od wszelkich związków z tym gatunkiem.
Bela Lugosi był węgierskim aktorem, który w latach 30. wcielał się w rolę Draculi w hollywoodzkich produkcjach Teda Browninga. Niestety wizerunek wampira przylgnął do niego do tego stopnia, że uwierzył iż naprawdę nim jest. Zgodnie z legendą, Lugosi pod koniec życia sypiał w trumnie. Wyniszczony uzależnieniem od morfiny kończył karierę występując u Eda Wooda uchodzącego za najgorszego reżysera w dziejach filmu. Zmarł w 1956 roku. Podoobno pochowano go w stroju Draculi.
A oto Bauhaus w akcji (jest to fragment filmu "Zagadka nieśmiertelności)http://www.youtube.com/watch?v=zq7xyjU-jsU

2.The Cure "Funeral Party" - zasadniczo mógłbym tu umieścić każdą kompozycję z albumów "Seventeen seconds", "Faith" i "Pornography", ale "Funeral Party" chyba najlepiej oddaje charakterystyczny dla kapeli nastrój przygnębienia, śmierci i daremności wszelkich poczynań.
Niech świadczy o tym ten fragment: "Two pale figures/ Ache in silence /Timeless In the quiet ground/Side by side/In age and sadness".

3.Variete "Cmentarze" - sztandarowy utwór tej bydgoskiej formacji zimnofalowej niestety nigdy nie ukazał się na oficjalnej płycie, jednakże zespół często wykonywał go na swych koncertach.
Przykładowo, podczas FMR Jarocin'85 właśnie ta piosenka wzbudziła wielkie oburzenie przebywających na festiwalu aktywistów z Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, co dokumentuje film Piotra Łazarkiewicza pt. "Fala".
Text, który powstał w 1984 roku jest niewątpliwie przejawem kontestacji socjalistycznej rzeczywistości: "To nie jest moja ojczyzna/To nie jest moja historia/ To nie są moje ulice (...)/To nie są nasze cmentarze/Groby są w nas/Groby to my"

4.Agonia "Krzyże" - Agonia to praszczury dobrze znanej w punkowym półświatku Trybuny Brudu. Zanim jednak kapela zmieniła nazwę, zdążyła zaprezentować się na festiwalu w Jarocinie '85 i nagrać nieoficjalne demo "Miasto wolnych ludzi", z którego pochodzą "Krzyże".
Generalnie rzecz ujmując, text wpisuje się w apokaliptyczne tendencje jakie panowały wśród ówczesnych wykonawców:
"Ziemia, cała Ziemia cmentarzem dzisiaj jest
Niech czarne czarne krzyże pokryją jej pola
Niech płynie płynie krew, rozlewa się szeroko,
Niech giną giną ludzie, zwierzęta i rośliny
Miliony czarnych krzyży wystających w ogniu na pustych przestrzeniach
To, co zobaczysz, będzie tylko pustynią krzyży
Na Ziemi będącej podobno kiedyś zielonym światem
Pełnym życia
Tutaj jest mój krzyż i grób
Rozkop go i zobacz mą twarz, twarz człowieka XX wieku
Widziałem jak umarłem, widziałem swoją śmierć
Na horyzoncie słońce ogniste rozlało się"

5.Śmierć Kliniczna "Brzemienny cmentarz" - jedyny w tym rankingu utrzymany w konwencji żartobliwej. Zwariowanej punkowo- jazzowej melodii towarzyszą słowa:
"Brzemienny cmentarz, to zapamiętasz - krwiste kolory, strzygi, upiory"

wtorek, 16 października 2007

Szewc zabija szewca


No i stało się.Niniejszym ogłaszam, iż blog mojego autorstwa jest aktywny. Nie ma co ukrywać,
że do jego utworzenia przymusiła mnie Siła Wyższa(kto ma wiedzieć o co chodzi, ten wie). Jak sugeruje tytuł, swe wywody poświęcać będę głównie muzyce alternatywnej,ze wskazaniem na punk rock. Niestety, gatunek ów postrzegany jest przez zwykłych śmiertelników zgodnie z zasadą "Trzy akordy-darcie mordy" i przywodzi im na myśl hordy pijanych i agresywnych młodzieńców. Mam ambitny plan udowdnić, że to błąd. Punk jest niezwykle interesującym zjawiskiem społeczno-kulturowym, nierzadko odznaczającym się walorami artystycznymi.
Nazwa tego bloga jest jednocześnie tytułem legendarnej kompilacji prezentującej dokonania polskiej sceny niezależnej. Album ukazał się w 1986 roku nakładem zasłużonej KAW Tonpress. Na solidnym kawałku winylu (płyta do dziś nie doczekała się kompaktowej reedycji, co tylko świadczy o żałosnej kondycji polskiej fonografii) znalazła się cała ówczesna czołówka, na czele z Armią, Dezerterem, czy też legendarną Siekierą, do której jedynego klipu Was teraz odsyłam:
Salute!